poniedziałek, 1 lipca 2013

W locie

Po 1,5h od startu i godzinie filmu nr 1 nadszedł czas na obiad 

Wybrałam spaghetti, jak widać. W zestawie oprócz makaronu była mała mieseczka sałaty z sosem do polania, bułka i cwiartka małego camemberta. Na deser zielone ciastko (wyglada mało apetycznie, było kwasne ale zjadliwe) oraz jakis herbatnik w czekoladzie). Generalnie nie mogę ponarzekac, bo było smaczne. 
Co mnie dziwi to to, ze tak sie przejmują dodatkowymi kilogramami, a do obiadu dają metalowe sztućce...

O, mogę ponarzekac, bo jest zimno. Bardzo zimno. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz